wtorek, 17 maja 2011

Zero motywacji

Od ponad 4 tygodni staram się coś z sobą zrobić. W święta nie szalałam z jedzeniem a jedynym szaleństwem było zjedzenie kawałka sernika. Za to co drugi dzień odwalam spacery po 5-7 km.....
Od kilku dni w domu też jeżdżę na rowerku stacjonarnym 3-5 km ( na tyle na razie pozwalają mi moje kolana) i staram się chociaż 15-20 minut ćwiczyć .... Ruch sama oceniam na jakieś 80 % więcej niż wcześniej.
Co do jedzenia to jem jakieś 60- 70 %mniej niż wcześniej chociaż serio wcześniej nie obiadałam się jakoś przesadnie. Teraz zero słodyczy, prawie zero pieczywa, masła. Dużo warzyw. Nic smażonego tylko gotowane...... i co??? i chociaż minęły ponad 4 tygodnie nie ubyło mi nawet pół kilo:( Nie oczekiwałam że waga poleci w dol jak szalona ale żeby nic? Żeby było zabawnie mąż schudł w tym czasie ok 8 kilo..... Nie mam pojęcia co robić i odchodzi mi ochota na cokolwiek.... Bo po co mam się męczyć na tych spacerach tak że potem kolana bolą mnie że po schodach wejść nie mogę skoro nic z tego nie ma....... Przez to wszystko popadam znów w jakąś depresję i zniechęcenie.....

I dla wyjaśnienia ... ja jestem gruba. Nie puszysta, okrągła ale gruba. Mam dużą nadwagę i pisanie o tym to nie jest jakaś kokieteria z mojej strony. Powinnam schudnąć nie kilka kilo, nawet nie kilkanaście.......Ale jak???? Jak......:(
W tej chwili mam ZERO MOTYWACJI ........................

11 komentarzy:

Kinga pisze...

Ja się tam na chudnięciu nie znam, ale proszę wejść tutaj:
http://centrum-pomocy-swiat-na-100-latek.blog.onet.pl/Sport-Chce-schudnac-ale-nie-ch,2,ID425611121,DA2011-04-17,n

to mój blog. Tam jest taka rada. Można skorzystać.

Agateria pisze...

Joasiu nie oddawaj się. Wiem co czujesz. Ja tez byłam gruba. Wazyłam ponad sto kilo. Tez nie miałam chęci na nic, byłam ciągle zła na męża, dziecko niezadowolona zycia i zła na cały świat - tak jakbym to przez innych była gruba. Wiesz co dało mi motywację. Jak we własnym domu usłyszałam od gościa który był na urodzinach mojej córki: "ale gruba dupa" Od nastepnego dnia sie zaczęło. Najpierw dieta po 2 miesiacach ruch. Żałuję, że tak późno. Waga ruszyła po wielkich trudach. I choć nienawidze do dzis ruchu ćwiczyłam 6 dni w tygodniu. A o 22 zostawiałam śpiące małe dziecko w domu i szłam biegać. Ale tu ogromnym wsparciem był mąz, który kładł się ze mną na podłogę i ćwiczył. To ważne czy choć od kogoś bliskiego masz wsparcie. Po roku schudłam... 35 kg. Było starsznie, płakałam, bolało mnie, w nocy walczyłam z głodem. Ale sie udało. Walcz, dla siebie - nie dla innych. Będziesz dumna z siebie i szczęśliwa. Będziesz radosna i pełna życia. Próbuj, warto. I nie poddawaj się jak będziesz miała parę gorszych dni. To niczego nie przekreśla a każdy dzień pracy nad sobą - nawet z przerwami - przybliża Cię do dnia kiedy się polubisz.
Powodzenia!

AM2308 pisze...

Z tego co mi wiadomo to z tym schudnięciem różnie bywa. Mnie się udało 4 lata po urodzeniu córki stracić połowę tego co przytyłam w ciąży. A że miałam 2 ciąże rok po roku to w sumie uzbierało mi się tego ponad 20 kilo. Przed pierwszą ciążą miałam 55 kg. Po urodzeniu Wiktorii 75... Walczyłam i załamywałam się. Później znów walczyłam. Motywowałam się ubieraniem ciasnych spodni w których nie dało się chodzić. Jak Wika miała 4 lata, ważyłam 65 kg... A jak już zauważyłam, że jednak coś się na tej wadze ruszyło nie poddawałam się. Teraz jestem zadowolona. I tak jak pisała Agateria, najważniejsze jest mieć wsparcie. Niestety ja tylko z każdej strony słyszałam że jestem gruba. Jak można być takim grubym i w ogóle. Że nie dbam o siebie itp. Mąż raz mówił, że mam iść na aerobik, innym zaś razem że mu się podobam taka jaka jestem. Trzymam kciuki :) A jak tylko mój syn wyzdrowieje (bo ma ospę :/) wysyłam do Ciebie kartkę urodzinową. Powinnam ją wrzucić do skrzynki w poniedziałek :)

Pandora pisze...

Nie poddawaj się, waga ruszy i będzie coraz lepiej, tylko rób nadal tak jak robisz i nie poddawaj się.

tootsie pisze...

właśnie najważniejsze to się nie poddawać! nie można się zniechęcić tym ,że od razu waga nie spada... to właśnie jest pułapka. najlepiej się za często nie ważyć. bo czasami organizm trzyma wodę i wtedy też więcej ważymy.najgorzej jest zacząć i trwać, poddać jest się łatwo.. jak dziewczyny pisały wyżej rób to dla siebie.. możesz zawsze pisać o swoich małych sukcesach, pokusach itp :* trzymam mocno kciuki! bo wiem, że siła tkwi w nas!

curiously pisze...

Przypuszczam, że Twój mąż ma dużo szybszą przemianę materii niż Ty i dlatego łatwiej mu schudnąć. Jeśli masz wolną przemianę materii to trzeba się nastawiać, że trochę czasu może minąć zanim uda się schudnąć. Po pierwsze, przeszłabym się do dietetyka, żeby ustalił indywidualną dietę. Po drugie, staraj się jeść mniej, ale częściej (co trzy godziny) i o stałych porach, i (wiem, że ta rada może się wydać śmieszna) dokładnie przeżuwaj pokarm - to znacznie ułatwi Twojemu organizmowi trawienie. Po trzecie, jeśli chodzi o ćwiczenia, przejdź się do lekarza i poproś go o zestaw ćwiczeń, które nie obciążają kolan. Od siebie mogę dodać, że bardzo dobre jest pływanie, nie obciąża stawów, a wysmukla sylwetkę. Wiem, że będzie Ci trudno wskoczyć w strój kąpielowy. Uszy do góry, będzie dobrze :)

curiously pisze...

A, i staraj się używać mało soli, bo zatrzymuje wodę w organizmie - zamiast tego przyprawy ziołowe. I nie pij napojów gazowanych, soki tylko te bez cukru, najlepiej wodę mineralną (pomaga usunąć toksyny z organizmu) i zieloną herbatę :)

Ludkasz pisze...

Kochana, ja byłam u dietetyka, bo to wydało mi się najlepszym wyjściem. Nie jadłam węglowodanów, czyli pieczywa, ryżu makaronów i przetworów mącznych i nie jadląm żadnych cukrów,łacznie z owocami. Jadłam białka-mięsa, sery, ryby, jajka....i wszystkie warzywa.... i chudłam. Czasem szybciej, czasem wolniej, ale jestem z siebie dumna i zadowolona:) Trzymam kciuki za Ciebie:) Będzie dobrze:) Trzymaj się ciepło:)

coco.nut pisze...

mężczyźni łatwiej tracą na wadze, tak po prostu jest :/ może warto by sobie jakieś badania przed tym odchudzaniem zrobić, z lekarzem pogadać? szczególnie, że efekty nie bardzo... wytrwałości życzę i powodzenia!

carrantuohill pisze...

wiesz w marcu przeszłam na dukana wiem wiem, że ludzie mówią, że nie do końca jest to dobre, ale widać efekty i można potem jakoś ją zmodyfikować
miesiąc czasu nie zleciałam grama, a moja koleżanka po 1 miesiącu miała 6 kilo mniej
no ale się nie poddałam
obecnie mam 8 kilo mniej, a mija 3 miesiąc
lekko modyfikuję i pewnie dlatego więcej nie zleciałam, a przydało by mi się jeszcze jakieś co najmniej 15 kilo
kwas moczowy zbadałam lekko miałam przekroczony, w weekend po wynikach pofolgowałam, a teraz spokojnie dodaje sobie do diety, albo ryz, albo owoc i jakoś leci ;-)
może pomyśl o tej diecie, bo nie je się mało na niej, człowiek głodny nie chodzi, a efekt tak czy siak przyjdzie

witaaminkaa pisze...

Jesteśmy strasznie do siebie podobno. Ja również nie mam motywacji. Napiszę szczerze do zrzucenia mam ok 30 kg! Ciągle powtarzam sobie że od jutra i tak już od ostatniego porodu mija 3 miesiące a ja nawet nie postanowiłam że już zaczynam dietę. Teraz wmawiam sobie że jako matka karmiąca każda dieta będzie szkodzić mojemu dziecku. Niestety cieżko z moją motywacją, nawet operacja na otwartym sercu dwa lata temu mnie nie zmobilizowała a przecież lekarze mówili że dla dobra serca muszę schudnąć. Chciała bym znowu nosić rozmiar 38, ale tak tobie brakuje mi motywacji. Może gdybym miała tutaj jakąś grupę wsparcia to było by mi łatwiej. Bo sama iśc na basen czy siłownie się wstydzę.