środa, 18 maja 2011

Zero motywacji cz 2 i wpisy

Dziękuję za wszystkie wpisy pod poprzednim postem. Mój chwilowy (mam nadzieję) brak motywacji wynika z tego że ćwiczę, przeszłam na dietę a waga nie drgnęła nawet o pół kilo. jak pisałam nie oczekiwałam że kilogramy polecą w dół gwałtownie i szybko ale żeby przez 6 tygodni nie ruszyło się nic? To mnie dobija.
Wiele z was napomknęło o usprawiedliwianiu siebie samej. Fakt, to prawda ale myślę że nie tylko osoby z nadwaga tak mają. To dotyczy wielu dziedzin. Mój mąż kiedy palił ciągle wymyślał jakieś usprawiedliwienia. A to stres w pracy. A to nie on wypalił paczkę tylko chłopaki z pracy.
Dodam że w końcu rzucił palenie i to w sumie z dna na dzień i od wielu lat nie pali.
Teraz stara się odchudzić i jemu się udaje. Faktem jest że ma więcej ruchu niż ja. Pracuje i 4 razy w tygodniu chodzi na godzinę na siłownię. Kolega miał pomieszczenie i zorganizowali sobie tam taka salę ćwiczeń. W ciągu 2 miesięcy pozbył się ok 15 kilogramów. Mówiłam sobie że jemu łatwiej bo podobno faceci łatwiej chudną. Wmawiałam sobie że jemu łatwiej bo jest ich kilku. Ćwiczą razem itp.
Może i łatwiej ale czy to usprawiedliwienie dla mnie? Nie
Dwa tygodnie po nim i ja zmieniłam nawyki. Zmiana diety, więcej ruchu. Dużo więcej ale efektów zero. Jak na złość na początku kwietnia skręciłam stopę. Nie przejmowałam się bo ja to tak ze 3 razy do roku mam skręcona jedną czy druga nogę. Tyle tylko że boli do tygodnia a potem jest ok. Tym razem coś jest nie tak i chyba muszę wybrać się do chirurga:( Boli nadal i to czasami tak że stanąć na niej nie mogę.
Dzięki waszym wpisom wczoraj zebrałam się i nie zrezygnowałam ze spaceru marszem. Coś ponad 7 km. Ktoś powie że to niewiele ale dla kogoś kto czasami nie pokonywał dziennie więcej niz do sklepu pod domem to serio sporo. Postanowiłam być też szczera sama ze sobą.

Musze zrobić sobie jakiś zapiśnik odchudzajnik czy coś. Zapisywać sukcesy i grzeszki. Doszło do mnie że słowo pisane bardziej działa.

Ćwiczyc nie bardzo lubię ale za to lubię tańczyć. Trafiłam na płytę z ćwiczeniami które są w zasadzie tańcem. Cała płyta to 55 minut. Ja na razie daje radę 20-25 ale co dzień jest lżej.Do tego jak pisałam te spacery i rowerek stacjonarny.

No i jeszcze jedno. Dowiedziałam się że powinnam iść i zbadać tarczycę. Podobno jakieś zaburzenia utrudniają a nawet całkowicie uniemożliwiają schudnięcie bo organizm czegoś tam nie produkuje. No i chyba pójdę zwłaszcza że mam kilka innych objawów które świadczą o tym że coś jest nie tak.

A tak na koniec to szkoda że nie mieszkamy gdzieś bliżej. W grupie było by chyba łatwiej i raźniej. :)

Pozdrawiam i czekam na dalsze porady i wasze przemyślenia. :*

I znalazlam taka stronę. http://www.naturhouse-polska.pl/
W kaliszu jest tez więc chyba się wybiorę.



A żeby nie było tylko tak to pokaże dwa wpisy wędrasiowe

Jeden miał dotyczyć optymizmu.... Długo myslałam a potem spojrzenie na zdjęcie i ... Uśmiech i właśnie jakieś optymistyczne myśli i uczucia. Dlatego właśnie tak:




Drugi o moim miejscu gdzie mieszkam, żyję.... no to proszę:



7 komentarzy:

carrantuohill pisze...

a może wspólny blog opisujący nasze poczynania w odchudzaniu, a jak będzie któraś się łamać to resztą ją zaatakuje wirtualnie ;-) ???

Yoasia pisze...

"skrapujące grubasy" Albo "rękodziełem walcz z tłuszczem":)))))))))
Myślałam o tym ale prawde mówiac nie bardzo wiem jak sie za to zabrac:)

mag349 pisze...

Ooo, właśnie. Wczoraj jak czytałam Twój wpis to od razu pomyślałam o tarczycy, ale nie zdążyłam Ci napisać. Dobrze, że sama pomyślałaś i ze chcesz to zbadać.
Ja tam jakoś się zebrać do tego odchudzania nie mogę - a przydałoby mi się tak ze 20 kilo. Myslałby kto, że przy małym dziecku, kiedy się nie ma czasu usiąść ani na chwilę nie można schuść ani grama :D
Dobrze, że się nie poddajesz. Spacery są super, nawet jesli nie pomogą Ci schudnąć to chociaż trochę zdrówka dodadzą :) A nie myślałaś o tym, zeby rowerek stacjonarny zamienić na zwykły?
Szkoda, że nie mieszkam troszke bliżej - we dwie zawsze raźniej :)

vairatka pisze...

Yoasia, a Ty możesz z ta bolącą nogą tyle chodzić?? Żeby gorzej się nie zrobiło... Rowerek też radziłabym zamienić na normalny, toż to czysta przyjemność pojechać gdzieś w plener, można jeździć godzinami!! I samo sie chudnie ;) Powodzenia i trzymam kciuki!!!

witaaminkaa pisze...

To ja się przyłączam. W sumie zmotywowałaś mnie i szukam jakiejś grupy wsparcie w moim mieście. Może coś takiego http://www.odchudzaniewgrupie.pl/index.php

Yoasia pisze...

ja wiem że normalny rowerek lepszy ale juz wyjasniam. Mam niestety zwyrodnienie kości. I objawia się to bólem w kolanach, stopach i odcinku lędzwiowym kręgosłupa. Przyczyniła sie do tego nadwaga oczywiście. Niestety wyleczyć tego się nie da ale można złagodzić objawy. Trzeba sie ruszać co jest straszne bo boli jak cholera. jak by ktos lamał stawy albo walil w nie młotkiem.
Dlaczego rowerek stacjonarny? Bo gdy ból staje się nie do zniesienia zsiadam. A na normalnym moglo by sie na razie skończyć tak że odjade od domu i nie bedę w stanie wrócic. No i druga sprawa ze nie mam normalnego a na razie tez nie ma kasy na kupno:/

tootsie pisze...

niech się Pani zbada jak najszybciej.. bo faktycznie to może być coś z tarczycą, kiedyś czytałam o tym w gazecie..
spacerki są bardzo fajne i przyjemne :) a małymi kroczkami będą co raz dłuższe! :))
ciekawa jestem co tam za fajny aerobik Pani wynalazła.. ma jakaś nazwę?:) kolekcjonuje różne aerobiki każdego rodzaju :P choć niestety na razie ich nie używam :/