piątek, 27 lipca 2012

Kraków dzień 2

"Słynny przed laty bar Barcelona przepadł w gruzy. Po obskurnym lokalu nie ma dziś śladu, pozostała tylko legenda, którą w ramach Grolsch ArtBoom Festival przypomniał właśnie artysta Bartolomeo Koczenasz.
Wchodząc do popularnych obecnie krakowskich lokali można zadać sobie pytanie co sprawia, że to właśnie one, wśród setek innych, codziennie przyciągają tłumy niezrażonych trudami towarzyskiego życia gości? Odpowiedz przychodzi sama. Ludzie budują klimat miejsca potrafiąc ożywić najbanalniejsze nawet wnętrze. Tak też było z barem "Barcelona".

- To zdumiewające, że tak wiele różnych osób i historii mogło być połączonych jednym obskurnym barem, do którego przychodziło się podobno tylko dla towarzystwa, bo jedzenie było paskudne. To właśnie stosunek ludzi do tego miejsca uczynił z niego twierdzę, która stała, działała i łączyła ludzi przez kilkadziesiąt lat - mówi Bartolomeo Koczenasz, artysta, który za sprawa maralu na ceglanej ścianie kamienicy przywołał dawną legendę tego miejsca.

Mural powstał 25 czerwca, w ramach Grolsch ArtBoom Festival na ścianie kamienicy przy skrzyżowaniu ulic Straszewskiego i Piłsudskiego. Złożony z wersów wiersza Adama Ziemianina pt. "Barcelona", uzupełniony jest o wielkoformatową fotografią z 1914 roku przedstawiającą zniszczony budynek.

W tym niepozornym domu mieścił się jeden z najbardziej kultowych swego czasu lokali w Krakowie. Znany bar opiewany jest w poezji Adama Ziemianina jako miejsce magiczne. Siedemnaście lat temu na łamach "Gazety" Robert Makłowicz zachwalał barowe gołąbki z Barcelony, a stali bywalcy do dziś wspominają "piwo, wieprzowe galaretki, a także pana Jasia, kelnera - malutkiego, nerwowego i zabieganego".

"Obudziłem się nagle w Barcelonie pan Jasio nerwowo roznosił piwo jak zwykle nie wydając reszty (...)Wtedy jeszcze mieliśmy paszporty do młodości takie radosne" - pisał Ziemianin. Słynny przed laty bar ponad rok temu przepadł w gruzy. W gruzy przepadł też zrujnowany, piętrowy budynek. Po obskurnym lokalu nie ma śladu, pozostała tylko legenda wymalowana farba na ścianie i żywa w głowach tych, którzy w barze Barcelonie stracili trochę zdrowia"

 Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA
================================
Kolejny dzień w Krakowie i...bolące nogi.
Sporo wczoraj chodziłyśmy z Basią. Może ktoś powie że nic 
nie zwiedziłyśmy ale to nie tak Nie byłyśmy jeszcze na Wawelu,
a kościół Mariacki podziwiałyśmy tylko z zewnątrz.
Ale spacerowałyśmy sobie wąskimi uliczkami, oglądałyśmy kamienice.
Odwiedziłyśmy też kolka sklepików.
No cóż przyznaje że portfel bardzo mi się odchudził.
Przyznaje jednak że mimo wszystko starałyśmy się być rozsądne.
Wiem że i tak nie zobaczymy wszystkiego co byśmy chciały,
wiem że nie trafimy do wszystkich cudownych miejsc w tym mieście.
Ale zapewne jeszcze kiedyś tu wrócimy.


Oglądałyśmy puszczanie w wielkich baniek.
 Basia poznawała nowych przyjaciół.
A to wielkiego miśka:
 A to kufel piwa:
 A to Huzara który groził że zetnie jej głowę jak 
nie zapłacę mu brzęczącą monetą.

Podobał nam się gołąb zdobiący fontannę
 I wielki odcisk palca.

Ot takie sympatyczne zwierzątko:)
 No i Feliks stwierdziwszy że w torbie 
mu nudno zaczął się udzielać medialnie.
 "hop, hop...jest tam kto?"
 "Jest pewna mala dziewczynka..."
 "Feliks nie właź mi w kadr !!!"
 Na rynku nagrywano odcinek do programu Master Chef. TVN
 "A kuku kochani."
 Basia zgłodniała więc odwiedziłyśmy pewna knajpkę.
Nie w rynku ale nieco dalej, gdzie nie było tłumu ludzi.
Lazania była pyszna. Smakowała nie tylko Basi ale i Feliksowi.
 Widzicie tą rozanieloną twarz? 
Podobno w życiu jeszcze takiej dobrej nie jadła.
 I deser......:)
 Dalsze zwiedzanie Pana Feliksa.
 I z Sukiennicami za plecami
 Można było wznieść się balonem wysooooooko....
Podziękowałyśmy z Basią bardzo zdecydowanie chociaż widok z góry kusił.
Jednak lęk wysokości był silniejszy.
Widok na Wawel z mostu Grunwaldzkiego.
I jeszcze Feliks... "Tylko skąd ta Węgierska flaga??? Co to ma być?"

Byliśmy też na ul. Brackiej gdzie nie padało. 
I przeszłyśmy całą Karmelicką z jednej i drugiej strony.
Znalazłyśmy tam sklepik z koralikami i innymi drobiazgami
do wyrobu biżuterii. Kpiłyśmy kilka ślicznych zawieszek.
Spotkałyśmy sporą grupę motocyklistów z Kalisza.

Zdjęć mało bo było bardzo pochmurnie co nie sprzyjało pstrykaniu. 
Ale przecież jeszcze będziemy na mieście i jeszcze nie jedno zdjęcie zrobimy,
Zwłaszcza że dziś już jest ładniejsza pogoda i pokazało się słonko.
Tyle że dziś żadnych atrakcji bo Basie boli kolano które miała 
niedawno zbite i jeszcze nie doszło całkiem do siebie a po 
wczorajszym spacerku daje znać. 
Zatem dziś połazimy trochę jedynie po dzielnicy Kurdwanów, 
blisko miejsca gdzie pomieszkujemy:)
======================
Dziś też pokażę torbę szytą przed wyjazdem.
Z niebiesko-czarnej kratki. Na ramie. 
Zapinana na guzik z kieszenią zewnętrzną oraz wewnętrzną.


 MIŁEGO DNIA WAM ŻYCZĘ :)

czwartek, 26 lipca 2012

Kraków dzień 1

ja i moja Basia znalazłyśmy się w Krakowie. Zmęczone i nieco utytłane 
przeszłyśmy przez miasto trochę by odszukać przystanek z autobusem 184.
No ale zanim autobus zrobiłyśmy jeszcze sobie przerwę na kawę ( ja) 
i coś słodkiego ( Basia)
Zdjęć właściwie nie robiłyśmy Bo obciążone ciężkim plecakiem 
i każda swoją podręczną torbą (ja) plecaczkiem ( Basia)
Nie miałyśmy głowy do wygibasów z aparatem.
Na to przyjdzie czas dzisiaj i kolejne dni.
Ale żeby nie było kilka jest. Oto napis powitalny:)
 Oraz Basia prezentująca wyżej wymienione pasy.
N

Przedstawiam Feliksa Łukasiewicza. 
( jest to postać utożsamiająca państwo Polskie)
Jak widać Feliks do Krakowa odział bardziej ludowe ubranko
i wcina się na zdjęcia:)

 Nawet widać pewne podobieństwo ....Ten wzrok:)
 Feliks też polubił Krakowską szarlotkę.
 Znudzony zabrał się do rozwiązywania krzyżówki.
 
sklejać takie małe cosie to nie na moje nerwy:)

Dziś w planach zwiedzanie, łażenie po mieście, robienie zdjęć itp.
Oby tylko pogoda dopisała. Jak na razie za oknem nieco szaro 
chociaż ciepło. Basia odsypia a ja słucham sobie Lata z Radiem.

Żeby też nie było przed wyjazdem skleciłam kilka różności.
Będę pokazywać tak z doskoku. Dziś notesik:
 =======================================
 Pozdrowienia dla Marysi 
która nas gości w Krakowie:*

niedziela, 22 lipca 2012

Gilbert, ryżyki i pudelka

Styl japoński gdzie wszystko ma oczki i jest KAWAII :)
Uszyłam trzy i ta trzecie jest najlepsza ale jeszcze czeka na sesję:)
Niestety nie mam mulinki czarnej do wyszywania buziek. 
jak kupie zapewne poprawie to co jest.
 Powstała też postać z anime. Gilbert czyli postać państwa Pruskiego. 
Nie wyszła bo szyta na bardzo szybko. Będzie poprawiana. 
Odcięte rączki, zaszyte dziury i doszyte inne ręce nie takie odstające.
Tak to jest jak się szyje bez wykroju u bezmyślnie. 
Chociaż Basia i tak jest zadowolona:)
 I Basia z Prusem

 Wczoraj obudziłam się o 6.30 i jakoś nie chciało mi się już spać
więc zrobiłam sobie kawy z mlekiem i ozdobiłam kilka pudelek które 
pojadą ze mną do Krakowa i trafią w ręce pewnej Marysi aby ta miała 
w co pakować swoje wyroby gdy chce je sprezentować.
Pudelka w sam raz na kolczyki, naszyjniki itp szydełkowe, frywolitkowe itp
Do 9 powstało tyle co na zdjęciach. Nic wymyślnego ale chyba i tak 
lepsze takie niż oklepana torebeczka.
Po południu zrobiłam jeszcze kilka ale te pokaże następnym razem.
=======================
 Malutkie pudełeczko po spinaczach albo zszywaczach ( nie pamiętam) 
Na pewno zmieszczą się w nim kolczyki na prezent.
 
 Kartka z kopertą może być do kompletu
 Razem
Różowe
 Z kiwi
 Z makiem
 Większe nieco w różyczki
 I takie może na naszyjnik
 Na coś większego
W zieleni i niebieskim z dodatkiem fioletu
 I różowe...